-Podwieźć Cię?- usłyszałam, kiedy następnego dnia pędziłam
do szkoły.
Spojrzałam z niedowierzaniem na samochód, który się przy
mnie zatrzymał. Z okna wystawała uśmiechnięta głowa Tylera.
- Mówisz serio? Twoja znajoma jeszcze cię nie poinformowała,
żebyś się ze mną nie zadawał?
- O kim ty mówisz Eiro?- skąd znał moje imię? Nawet ze mną
wcześniej nie rozmawiał.
- Madison. Mówi ci to coś? – odwróciłam się przodem do
chłopaka, ciągle idąc.
- To ta laska która się mnie uczepiła?
Przytaknęłam skinieniem głowy.
- Nic mi nie mówiła. Więc jak, wsiadasz?- ponowił pytanie .
- Nie słyszałeś? Lepiej będzie dla ciebie kiedy nie będziesz
się ze mną zadawał.
-Dlaczego? –zaczynał mnie irytować, więc z oporem wpakowałam
się do pojazdu.
- Jesteś nowy, dlatego lepiej dla ciebie, że interesuje się
tobą ta blondyna. Trzymaj się jej a będziesz w elicie szkoły. Zadawaj się ze
mną, a nie będziesz miał życia. Rozumiesz?
- A może ja nie chce mieć życia?- tak lekko to powiedział.
Zacisnęłam pięści i odwróciłam się do szyby obserwując
mijane budynki.
-Nie wiesz co mówisz.- wyszeptałam.
Już się nie odezwał.
-Dzięki Tyler.- rzuciłam, kiedy zatrzymaliśmy się pod
szkołą. I szybko wyskoczyłam z samochodu.
Usiłowałam wytrzymać spojrzenia ludzi i ich szepty. Lecz jak
zawsze jeden głos górował nad resztą.
-Tyler! Słonko, mówiłam ci żebyś się z tą dziwaczką nie
zadawał.- wyraźnie urażona Madison uwiesiła się na chłopaku. A podobno nic mu
NIE mówiła.
-Blondi, co miałem zrobić? Uczepiła się mnie rano i wręcz
siłą wepchała do samochodu. Ignorując moje wyraźne Nie. Ale wiesz co? Masz rację. Strasznie dziwna
laska.
Wkurzyłam się. Nie wiem kto, tu kogo „uczepił”.
***
-Podwieźć cię?- usłyszałam wracając do domu. O nie, znowu?
Pamiętając o rozmowie Tylera na parkingu, naskoczyłam na
niego.
-Czego ty do cholery chcesz?! Nie jestem głucha. Słyszałam twoją
rozmowę z Madison.
-I co z tego?
Chciałam go wyciągnąć z tego samochodu i spoliczkować.
Oparłam się o skrzynkę pocztową. Zatrzymał się.
-Więc wsiadasz?- szeroki uśmiech i rząd równiutkich białych
zębów zirytował mnie jeszcze bardziej. Jęknęłam.
-Odczepisz się? –powiedziałam prawie błagalnie, choć
chciałam aby wyszło złowrogo.
-Lubię cię więc… Nie.
-Lubisz mnie?- sarkastycznie zapytałam.- Nawet mnie nie
znasz! Zamieniliśmy tylko parę zdań!
-Dlatego się nie odczepię.- chwila ciszy, podczas której lustrował
mnie wzrokiem.
Nagle wysiadł z samochodu i oparł się obok mnie. Usłyszałam jak
skrzynka zatrzeszczała. Odsunął się, lecz dalej był o wiele za blisko.
-A co jeżeli nasza znajomość trwa dłużej niż to parę zdań?
Co jeżeli po prostu mnie nie pamiętasz?- wyszeptał patrząc mi w oczy.
Moje brwi podjechały do góry, wykrzywiając się przy tym.
-Nie wydaje mi się..- odsunęłam chłopaka od siebie. I
ruszyłam od domu.- A przy okazji jeżeli myślisz że dzięki zabłyśnięciu zębami i
maślanymi oczkami mnie poderwiesz to się mylisz.- uff moja śmiałość siebie przy
tym chłopaku dziwnie wzrasta. – Możesz spróbować na Madison, chociaż wiesz co?
Nie musisz ona i tak jest twoja.
-Ej! O co ci chodzi? Sama kazałaś mi się z nią zadawać a
teraz jesteś zazdrosna.- złapał mnie za rękę.
Miałam ochotę wyśmiać mu się prosto w twarz.
-Zazdrosna? Niby o co?
-No nie wiem o mnie?- uśmiechnął się, a ja przewróciłam
oczami.
-Proszę cię…- prychnęłam.- Leć do Mad, a mnie zostaw.
-Nie.
-Dlaczego?- znowu zaczynał mnie irytować, nawet nie
wiedział jakie miał szczęście że trzymał moja ręce.
-Bo tego nie chcę.
-Ale ja chcę, nie rozumiesz?!
-Nie- odparł.
***
-Nie możliwe! Ha! Mieszkam na tej samej ulicy!- wykrzyknął kiedy
dowiedział się pod jaki adres ma mnie zawieźć.
Siedziałam obrażona w jego samochodzie.
-Oh ,ale fajnie...- prychnęłam.
-Co nie? Mogę cię codziennie podwozić i nie będziesz już musiała
chodzić pieszo!- jęknęłam.
Sięgnęłam do radia, po raz kolejny zapominając o
przytrzymaniu rękawu kurtki, który natychmiastowo się uniósł, odsłaniając nowe
nacięcia. „Niech to szlag!”- pomyślałam zasłaniając rękę.
Oczywiście Tyler musiał zauważyć, gdy na niego spojrzałam
szybko skierował wzrok na jezdnię. Spróbowałam jeszcze raz, tym samym nie
powtarzając błędów, przytrzymałam rękaw.
Akurat puszczali Kim . Chłopak wyszczerzając
zęby zaczął wygrywać rytm na kierownicy.
podziękowanie
to gdzie? – zrobił smutną minkę.
-Przecież podziękowałam...- spojrzałam na niego dziwnie
-Poprawka.A nagroda..?
-Chcę tylko przypomnieć że nie sam mnie złapałeś i
zaproponowałeś podwózkę…
-Ah no dobra. Do zobaczenia rano!
-Ta…- wręcz kipiałam entuzjazmem.
***
Weszłam powoli do mieszkania i rzuciłam kluczami o szafkę.
-Jes…- zaczęłam powitanie, lecz przerwał mi je głos mamy.
-A czy to moja wina?! Było dobrze nie wiem co się z nią
stało! Kurwa! Tylko wstyd przynosi! To twoja wina! Gdybyś częściej bywał w domu…!
-Oho tak kuźwa! Nie ma na kogo zwalić to na mnie! To nie
jest moja wina! Dziecko nam się spierdoliło i nic nie poradzimy!- tata też
krzyczał
-Boże kiedy ona się wyprowadzi i przestanie przynosić tyle
wstydu?! Czasami żałuję że w ogóle ją urodziłam!
W lustrze widziałam jak ojciec podchodzi do matki i ją
przytula. W moich czas zaczęły wzbierać łzy. Chwyciłam przed chwilą rzucone
klucze i wybiegłam z domu.
***
Oh i w końcu rozdział się ukazał! Tak wiem były 2 komentarze za które bardzo dziękuję. Lecz że był koniec semestru nie miałam zbytnio czasu pisać, a potem to już z własnego lenistwa nawet nie chciało mi się siedzieć przed kompem tylko zdychałam z zimna pod kocami :) Mam nadzieję że rozdział się spodoba. A jeżeli chcecie aby ukazał się następny... Standardzik 2komentarze( obiecuje tym razem postaram sie dodać szybciej!) Jeżeli przeczytałeś to zostaw po sobie jakiś ślad może być zwykłe "przeczytałem/am" Dla ciebie to tylko 2 sekundy u mnie motywacja :) Doobra nie rozpisuje sę już. Na koniec chciałam was poprosić o jeszcze jedną rzecz. Jeżeli znacie jakieś osoby które mogą zrobić szablon na mojego bloga.. podajcie jakiś ich namiar. np ich strony czy coś :))
Przeczytałem !
OdpowiedzUsuńŚwietny,kolejne kolejne
OdpowiedzUsuń