Nawet nie wiem dlaczego trafiłam do baru. Nigdy zaalkoholem nie
przepadałam, a w tym momencie w mojej głowie był jeden cel: opić się.
Oparłam się o blat, zastanawiając się co zamówić.
-Hej maleńka. Postawić ci drinka?- wyszeptał mi męski głos
do ucha.
Obróciłam się aby być do nieznajomego przodem. Miał około 30
lat, a ubrany było dość elegancko. Uśmiechnęłam się najbardziej uwodzicielsko
jak potrafiłam. Dlaczego nie miałabym się opić na czyjś koszt?
-Jack Daniels z colą, proszę.- rzuciłam spojrzeniem na
barmana.
-Jak masz na imię?- facet ponownie mnie zagadał bawiąc się
moimi włosami.
Zmieszało mnie to, i najchętniej odtrąciłabym jego rękę,
lecz dzięki niemu miałam darmowe promile.
-Eiro.
-Pięknie.. O! Mój ulubiony kawałek, choć zatańczymy.-
pociągnął mnie w stronę parkietu.
Przelotnie chwyciłam swoje zamówienie i chwilę potem
tańczyłam z nieznajomym.
Usiłowałam stłumić przeczucie, że źle robię, wlewając w
siebie jeszcze więcej alkoholu i nie zbyt grzecznie tańcząc z poznanym
mężczyzną. Lecz gdy tylko dopadał mnie
strach, zalewałam go kolejnym i kolejnym zamówieniem.
W końcu nie liczyło się nic, by pić jeszcze więcej i ocierać
się o faceta który fundował moje zachcianki. Kręciło mi się w głowie i chciało
wymiotować. Obijałam się o różnych ludzi, nie do końca wiedząc co robię. Moja
podświadomość usiłowała jeszcze walczyć, lecz ciało robiło już zupełnie coś
innego.
-Choć zaprowadzę cię do domu mała.- wykrzyczano mi do ucha,
kiedy przylepiłam się od kolejnej osoby.
Ciągnąc za ramie, szybko wyprowadzona mnie z baru. Niewiedzą
czemu, ta sytuacja bardzo mnie bawiła, a ucisk na ręce łaskotał.
Szłam parkiem chyba coś śpiewając? A może bełkocząc? Nie
byłam w stanie zrozumieć słów, które same wydobywały się z moich ust. Nagle
poczułam czyjaś rękę na udzie. Z uśmiechem, przesunęłam tą dłoń wyżej.
-Czas zapłacić za tą zabawę, co? – poczułam czyjeś usta na
szyi.
W tym momencie oprzytomniałam. Zaczęły wracać kontury.
Stałam w jakiś krzakach, przyparta do drzewa przez mężczyznę który zaproponował
mi drinki. Nie wiedziałam o co mu chodzi, lecz ta pozycja stanowczo mi nie
pasowała. Usiłowałam się wyrwać.
-Oj piękna, w klubie byłaś coś bardziej chętna.
Jęknęłam kiedy po kolejnej nieudanej próbie wyrwania się
mocno ścisnął moje ręce, dodatkowo unieruchamiając mnie jeszcze kolanem.
-Chodzi ci o pieniądze? Mogę ci oddać. – wychrypiałam.
-Nie chcę pieniędzy.- bawił się moimi włosami, zjeżdżając do
twarzy i lekko ją połaskotał.
Odwróciłam głowę w inną stronę.
-To czego?
-Ciebie.- z znienacka mnie pocałował.
Stał się jeszcze bardziej nachalny. Cały czas zawzięcie z
nim walczyłam i krzyczałam o pomoc. Nikt nie słyszał. Byłam za słaba. Dobrze o
tym wiedziałam. Powinnam przestać i zachować siły na później, na ucieczkę gdy
już będzie po wszystkim. Zamknęłam oczy. Czekałam na to co zdarzy się za
chwilę.
Nagle usłyszałam jakieś odgłosy.. bójki..?
Chwilę minęło zanim do mojego mózgu dotarło że nic mnie już
nie trzyma i że mogę uciekać. Lecz stałam jak sparaliżowana wpatrzona w mojego
wybawcę. Powinnam się cieszyć prawda? Byłam wciekła. Widziałam jak TEN facet
wstaje i ucieka. A „bohater” podchodzi do mnie.
-Wszystko dobrze Eiro?
-Co ty tu do cholery robisz Tyler?! Śledzisz mnie?- palnęłam
bez namysłu.
Nie odpowiedział.
-Przepraszam. –wyjąkałam, powstrzymując się od wybuchu
płaczu i osunęłam się na chłopaka.
-Chodźmy stąd.- rzekł, prowadzać mnie do swojego samochodu.-
Wszystko dobrze?- zapytał kiedy zwinęłam się na fotelu pasażera.
Pokiwałam głową. Nagle mnie zemdliło. Szybko wysiadłam z samochodu i zwymiotowałam
do jakiegoś kosza.
-Będziesz miała niezłego kaca.- stwierdził fakt brunet.
-Nie chce wracać do domu.- puściłam jego uwagę mimo uszu, i
zamknęłam oczy.
***
Lekko uchyliłam jedna powiekę, było ciemno. Powoli uniosłam
też drugą. Poczekałam aż moje oczy przyzwyczają się do ciemności i usiłowałam
sobie przypomną co się wczoraj stało. Byłam nie u siebie. Szybko przeszukiwałam
wspomnienia, lecz tego pokoju nie mogłam sobie przypomnieć. Nagle ktoś rozsuną
zasłony, a do pokoju wpadło słońce. Zasłaniając się ręką, jęknęłam cicho.
-Dzień dobry śpiąca królewno.- przywitał mnie miękko męski
głos. Rozpoznałam go.
-Tyler? Gdzie ja jestem?- podniosłam się z kanapy.- O boże
moja głowa.
-U mnie. Uparłaś się że nie chcesz wracać do domu, więc
przywiozłem cię tutaj. „O boże moja głowa” no nie dziwię się. Nieźle
zabalowałaś.
Puściłam to mimo uszu. Spojrzałam na jego twarz, miał wielką
śliwę.
-Co ci się stało?
-Nic nie pamiętasz? Uratowałem cię wczoraj.- dumnie wyprężył
pierś.
Dom, bar, facet, park, samochód. Teraz wszystko do mnie
dotarło. Zarumieniłam się.
-Błagam.. Nie mów nic w szkole. Proszę. Zrobię wszystko co
chcesz….- gdyby ktoś się o tym dowiedział, już do końca nie miałabym życia.
Opadł koło mnie na kanapę i pociągnął za rękę, więc zrobiłam
to samo.
-Wszystko?
-Wszystko!
-Co spowodowało że się tak opiłaś? Przecież nie znosisz
alkoholu.
-Zaraz, zaraz skąd wiesz że nie znoszę?- zaczynał mnie
przerażać.
-Nie odpowiedziałaś na pytanie.
-Ty na moje też.
Zignorował to.
-Albo mi powiesz albo wszyscy się dowiedzą jaką masz
słabiutką główkę.- pogroził mi palcem.
Westchnęłam.
-Sama nie wiem.- odparłam szczerze.- Chciałam zapomnieć o
sytuacji która miała wczoraj miejsce. A nogi same zaniosły mnie do baru.
- O naszym spotkaniu?- zaśmiał się pod nosem.
-Niee.., o czymś jeszcze gorszym.
-No dzięki.- zakończył temat.
Chyba ma jakiś dar, wie kiedy pozostawić coś bez wyjaśnień,
choć widać po zaciśniętych wargach że ciekawość zżera go od środka.
-Bardzo cię boli?- wskazałam na jego opuchnięte oko.
-Nie jest tak źle. – uśmiechnął się miło.- Choć mogłoby być
lepiej. Przyniesiesz lód? Powinien być w zamrażarce.
Posłusznie wstałam i ruszyłam do kuchni. Ah te mieszkania,
wszystkie takie same, różniące się tylko wystrojem. Bez problemu, więc dotarłam
do celu mojej „wyprawy”. Wyjęłam sporo kostek lodu i zawinęłam w jakąś
szmateczkę.
-Zrobisz mi też kawę? Proszę. Jak chcesz sobie też zrób.-
usłyszałam z salonu.
-OK.- odkrzyknęłam.
Chwilę potem siedziałam na kanapie popijając kawę i
przytrzymując chłopakowi lód.
-Wykorzystujesz mnie.- rzekłam z lekki wyrzutem, a on uniósł
pytająco brew.- Sam mógłbyś sobie to potrzymać.
-Oj no weź, krzywda ci się nie stanie. Poza tym to ty
ukrywasz się u mnie, z resztą nie mam pojęcia dlaczego i uratowałem cię
wczoraj.
-Już ci podziękowałam co mogę jeszcze zrobić?- prychnęłam
sfrustrowana.
Wyszczerzył się tak bardzo, że gdybym tego nie widziała, nie
uwierzyłabym że ktoś tak potrafi. Wskazał swój policzek.
-Tutaj.- postukał się palcem.
Przewróciłam oczami i pocałowałam go we wskazane miejsce.
-Ah od razu mi lepiej. – osunął się niżej na poduszkach.
Zaśmiałam się.
-Dziwny jesteś.
-Ty też. Czy ja ci to wypominam?- udał smutnego.
Uśmiechnęłam się.
-Ja naprawdę jestem dziwna.
-Wiem.- szepnął i zabawnie poruszył brwiami. –Jesteś
świrnięta, ale mi to nie przeszkadza. Jesteś inna, wyjątkowa.
-Myliłam się co do ciebie. Jednak może nie jesteś taki
zły.-przyznałam się.
-Wiedziałem.- pokazał mi język,
Walnęłam go poduszką, a on zasłonił się ręką.
-Ej! Ja tu jestem poszkodowany. Poszkodowanych się nie bije.
Dobrze że zmienił temat bo zaczęłam czuć się niekomfortowo.
***
No i kolejny rozdział za nami :) Podobało się ? Choć tak troszeczkę? Oh w końcu upragnione ferie. Lecz i tak w połowie zapewne będą spędzone na projektach ze szkoły. Ugh -.- Masakra.
Chcecie kolejny rozdział? 2komentarze :) I tak nie oczekuje dużo, bo widząc po różnych blogach, żądają naprawdę duużo komentarzy. :)) Nie potrzebuje nic twórczego zwykłe przeczytałem/am! wystarczy. Dobra już koniec nie rozpisuje się. Do zobaczyska( mam nadzieję ) w następnym rozdziale! :)
Pewnie że sie podobało,nawet nie troszeczkę a bardzo !
OdpowiedzUsuńKolejny !
OdpowiedzUsuń