piątek, 24 stycznia 2014

Lubię cię



-Podwieźć Cię?- usłyszałam, kiedy następnego dnia pędziłam do szkoły.
Spojrzałam z niedowierzaniem na samochód, który się przy mnie zatrzymał. Z okna wystawała uśmiechnięta głowa Tylera.
- Mówisz serio? Twoja znajoma jeszcze cię nie poinformowała, żebyś się ze mną nie zadawał?
- O kim ty mówisz Eiro?- skąd znał moje imię? Nawet ze mną wcześniej nie rozmawiał.
- Madison. Mówi ci to coś? – odwróciłam się przodem do chłopaka, ciągle idąc.
- To ta laska która się mnie uczepiła?
Przytaknęłam skinieniem głowy.
- Nic mi nie mówiła. Więc jak, wsiadasz?- ponowił pytanie .
- Nie słyszałeś? Lepiej będzie dla ciebie kiedy nie będziesz się ze mną zadawał.
-Dlaczego? –zaczynał mnie irytować, więc z oporem wpakowałam się do pojazdu.
- Jesteś nowy, dlatego lepiej dla ciebie, że interesuje się tobą ta blondyna. Trzymaj się jej a będziesz w elicie szkoły. Zadawaj się ze mną, a nie będziesz miał życia. Rozumiesz?
- A może ja nie chce mieć życia?- tak lekko to powiedział.
Zacisnęłam pięści i odwróciłam się do szyby obserwując mijane budynki.
-Nie wiesz co mówisz.- wyszeptałam.
Już się nie odezwał.
-Dzięki Tyler.- rzuciłam, kiedy zatrzymaliśmy się pod szkołą. I szybko wyskoczyłam z samochodu.
Usiłowałam wytrzymać spojrzenia ludzi i ich szepty. Lecz jak zawsze jeden głos górował nad resztą.
-Tyler! Słonko, mówiłam ci żebyś się z tą dziwaczką nie zadawał.- wyraźnie urażona Madison uwiesiła się na chłopaku. A podobno nic mu NIE mówiła.
-Blondi, co miałem zrobić? Uczepiła się mnie rano i wręcz siłą wepchała do samochodu. Ignorując moje wyraźne Nie.  Ale wiesz co? Masz rację. Strasznie dziwna laska.
Wkurzyłam się. Nie wiem kto, tu kogo „uczepił”.
                                                                        ***
-Podwieźć cię?- usłyszałam wracając do domu. O nie, znowu?
Pamiętając o rozmowie Tylera na parkingu, naskoczyłam na niego.
-Czego ty do cholery chcesz?! Nie jestem głucha. Słyszałam twoją rozmowę z Madison.
-I co z tego?
Chciałam go wyciągnąć z tego samochodu i spoliczkować. Oparłam się o skrzynkę pocztową. Zatrzymał się.
-Więc wsiadasz?- szeroki uśmiech i rząd równiutkich białych zębów zirytował mnie jeszcze bardziej. Jęknęłam.
-Odczepisz się? –powiedziałam prawie błagalnie, choć chciałam aby wyszło złowrogo.
-Lubię cię więc… Nie.
-Lubisz mnie?- sarkastycznie zapytałam.- Nawet mnie nie znasz! Zamieniliśmy tylko parę zdań!
-Dlatego się nie odczepię.- chwila ciszy, podczas której lustrował mnie wzrokiem.
Nagle wysiadł z samochodu i oparł się obok mnie. Usłyszałam jak skrzynka zatrzeszczała. Odsunął się, lecz dalej był o wiele za blisko.
-A co jeżeli nasza znajomość trwa dłużej niż to parę zdań? Co jeżeli po prostu mnie nie pamiętasz?- wyszeptał patrząc mi w oczy.
Moje brwi podjechały do góry, wykrzywiając się przy tym.
-Nie wydaje mi się..- odsunęłam chłopaka od siebie. I ruszyłam od domu.- A przy okazji jeżeli myślisz że dzięki zabłyśnięciu zębami i maślanymi oczkami mnie poderwiesz to się mylisz.- uff moja śmiałość siebie przy tym chłopaku dziwnie wzrasta. – Możesz spróbować na Madison, chociaż wiesz co? Nie musisz ona i tak jest twoja.
-Ej! O co ci chodzi? Sama kazałaś mi się z nią zadawać a teraz jesteś zazdrosna.- złapał mnie za rękę.
Miałam ochotę wyśmiać mu się prosto w twarz.
-Zazdrosna? Niby o co?
-No nie wiem o mnie?- uśmiechnął się, a ja przewróciłam oczami.
-Proszę cię…- prychnęłam.- Leć do Mad, a mnie zostaw.
-Nie.
-Dlaczego?- znowu zaczynał mnie irytować, nawet nie wiedział jakie miał szczęście że trzymał moja ręce.
-Bo tego nie chcę.
-Ale ja chcę, nie rozumiesz?!
-Nie- odparł.

                                                                     ***
-Nie możliwe! Ha! Mieszkam na tej samej ulicy!- wykrzyknął kiedy dowiedział się pod jaki adres ma mnie zawieźć.
Siedziałam obrażona w jego samochodzie.
-Oh ,ale fajnie...- prychnęłam.
-Co nie? Mogę cię codziennie podwozić i nie będziesz już musiała chodzić pieszo!- jęknęłam.
Sięgnęłam do radia, po raz kolejny zapominając o przytrzymaniu rękawu kurtki, który natychmiastowo się uniósł, odsłaniając nowe nacięcia. „Niech to szlag!”- pomyślałam zasłaniając rękę.
Oczywiście Tyler musiał zauważyć, gdy na niego spojrzałam szybko skierował wzrok na jezdnię. Spróbowałam jeszcze raz, tym samym nie powtarzając błędów, przytrzymałam rękaw.
Akurat puszczali Kim Cesarion – Undressed. Chłopak wyszczerzając zęby zaczął wygrywać rytm na kierownicy.
Ucieszona że nie poruszył tematu, usiłowałam się odprężyć.
                                                                                 ***
-Wstawaj śpiochu! Chciałbym móc zasypiać tak szybko jak ty. Jechaliśmy niecałe 10minut.
-Hmm? –mruknęłam jeszcze nie do końca przytomna.
-Wstawaj jesteśmy!- jego ręka powędrowała tak, jakby zamierzał mnie połaskotać. Zatrzymałam ją.
-Nie radzę.- uśmiechnęłam się przymilnie.
Chwyciłam plecak i wysiadłam z samochodu. Tyler wychylił się przez otwartą szybę.
-Dzięki.- powiedziałam i ruszyłam do domu.
-A podziękowanie to gdzie? – zrobił smutną minkę.
-Przecież podziękowałam...- spojrzałam na niego dziwnie
-Poprawka.A nagroda..?
-Chcę tylko przypomnieć że nie sam mnie złapałeś i zaproponowałeś podwózkę…
-Ah no dobra. Do zobaczenia rano!
-Ta…- wręcz kipiałam entuzjazmem.  
                                                                 ***
Weszłam powoli do mieszkania i rzuciłam kluczami o szafkę.
-Jes…- zaczęłam powitanie, lecz przerwał mi je głos mamy.
-A czy to moja wina?! Było dobrze nie wiem co się z nią stało! Kurwa! Tylko wstyd przynosi! To twoja wina! Gdybyś częściej bywał w domu…!
-Oho tak kuźwa! Nie ma na kogo zwalić to na mnie! To nie jest moja wina! Dziecko nam się spierdoliło i nic nie poradzimy!- tata też krzyczał
-Boże kiedy ona się wyprowadzi i przestanie przynosić tyle wstydu?! Czasami żałuję że w ogóle ją urodziłam!
W lustrze widziałam jak ojciec podchodzi do matki i ją przytula. W moich czas zaczęły wzbierać łzy. Chwyciłam przed chwilą rzucone klucze i wybiegłam z domu.
                                                                 ***
Oh i w końcu rozdział się ukazał! Tak wiem były 2 komentarze za które bardzo dziękuję. Lecz że był koniec semestru nie miałam zbytnio czasu pisać, a potem to już z własnego lenistwa nawet nie chciało mi się siedzieć przed kompem tylko zdychałam z zimna pod kocami :) Mam nadzieję że rozdział się spodoba. A jeżeli chcecie aby ukazał się następny... Standardzik 2komentarze( obiecuje tym razem postaram sie dodać szybciej!) Jeżeli przeczytałeś to zostaw po sobie jakiś ślad może być zwykłe "przeczytałem/am" Dla ciebie to tylko 2 sekundy u mnie motywacja :) Doobra nie rozpisuje sę już. Na koniec chciałam was poprosić o jeszcze jedną rzecz. Jeżeli znacie jakieś osoby które mogą zrobić szablon na mojego bloga.. podajcie jakiś ich namiar. np ich strony czy coś :))


poniedziałek, 6 stycznia 2014

Nowy



Powolnym krokiem weszłam do sali, w której miał być Angielski. Kierując się do ostatniej ławki, zasłoniłam twarz włosami.
-A ty gdzie! Wynocha stąd dziwaku!- poczułam szarpniecie za plecy i poleciałam na najbliższą ławkę.- I tak powinno być.- zaśmiała się nade mną wysoka i szczupła blondynka.
Szybko, nie robiąc z siebie większego pośmiewiska zajęłam miejsce w pierwszym rzędzie.
Dziewczyna podeszła do mnie, wymierzając w moją twarz swoimi czerwonawym pomponem cheerleaderki. Otworzyła usta jakby chciała coś jeszcze dodać, lecz przeszkodził jej w tym nauczyciel. Odetchnęłam z ulga. Nie chciałam mieć nic wspólnego z tą dziewczyną. Uważa się za najpiękniejszą w całej szkole. A że nosi się w szczególnie wulgarny sposób, spojrzenia chłopaków, utwierdzają ją o swojej „urodzie”.
-Moi drodzy!- pan Green uciszył klasę gestem ręki- Chciałbym wam przedstawić nowego ucznia. Mam nadzieję że dobrze się nim zajmiecie.- powiedział bez entuzjazmu i zaprosił nowego do Sali- przedstaw się.
-Cześć-nieznajomy uśmiechnął się szeroko- Nazywam się Tyler. Mam nadzieje że się polubimy.- puścił oczko, a mi wydawało się jakby było skierowane tylko dla mnie.
Szybko otrząsnęłam się z tego dziwnego uczucia.
-Oj nie masz się o co martwić na pewno się polubimy.- oho, biedny chłopak  już wpadł w oko Madison, tej samej która przed chwilą urządziła mi scenę.
-Dobra, zajmuj miejsce i zaczynamy lekcję.- pospieszył go Green.
Uważnie przyglądałam się nowemu. Szybkim spojrzeniem obrzucił salę i usiadł tuż obok mnie. Ciche śmiechy spowodowały że schowałam się za włosami, i praktycznie widziałam jak w głowie każdego siedzącego w tym pomieszczeniu pojawia się: „Poinformować nowego, żeby nie zadawał się z tym dziwakiem”.
Siedziałam tak całą lekcję, czasami rzucając krótkie spojrzenia w stronę chłopaka. Dziwnie się przy nim czułam. Ręce mi drżały jakby chciały go dotknąć. Cały czas musiałam się powstrzymywać. „Nie ośmieszaj się brzydalu, nawet o nim nie myśl bo potem będzie bolało, jeszcze bardziej niż zwykle”- upominałam się w myślach i potarłam nadgarstki. Pojedyncza łza spłynęła mi po brodzie, aż na zeszyt, zostawiając na nim małą mokrą plamkę. Tak bardzo nienawidziłam siebie. A wszystko było by normalne, gdyby nie moje 16 urodziny. Miałabym przyjaciół. Pamiętam to uczucie, gdy z radością wychodziłam do ludzi. Zresztą czemu miałabym nie pamiętać? Tak było jeszcze dwa miesiące temu. Niesamowite prawda? Jak jedno wydarzenie może zmienić pełną radości dziewczynę we wrak człowieka.
                                                                     ****
-Wszystkiego najlepszego kochana!
-Pieniędzy, sexu, picia i nie tycia!
-Byś dalej była tak zajebista jak jesteś teraz!
Znajomi składali mi życzenia i usiłowali zapalić świeczki na torcie. Kiedy im się to udało, w pośpiechu je zdmuchnęłam.
-Wznoszę toast!- mój chłopak chwiejnym krokiem podszedł aby mnie objąć. Był już nieźle spity, zresztą jak większość ludzi.- Za najpiękniejszą dziewczynę na świecie!- i namiętnie mnie pocałował.
Wzięłam łyk załatwionego nielegalnie piwa. Zawsze mi nie smakowało, no ale cóż w końcu to toast na moją cześć!
Wzięliśmy więcej butelek i poszliśmy do parku. Wszyscy pili, a ja siedziałam oparta o drzewo i obserwowałam bawiących się ludzi. Nagle usłyszałam jakiś głos. Coś lub ktoś szeptał. Niepewnie ruszyłam za tym odgłosem, w głąb krzaków. Tam gdzie szept wydawał się najgłośniejszy, uklękłam na trawie i wpatrzona w nią nie mogłam uwierzyć. „Powstań, żyj i rośnij”- słyszałam w głowie. Jakby w przyśpieszonym tempie widziałam jak spod nieopodal stojącej ławki kiełkuje mała trawka, a potem rośnie, aż nie osiągnie wzrostu pozostałej zieleni. Zaskoczona odskoczyłam od tego miejsca. Czy łykiem alkoholu można się opić? Nie, na pewno. A może to ze zmęczenia..? Może mózg płata mi figle? Biegiem wróciłam od reszty znajomych. Usiłowałam im opowiedzieć o tym co widziałam lecz nikt mi nie chciał uwierzyć. Uznałam że to były jakieś zwidy, i do końca zabawy usiłowałam ignorować te ciche szepty.
Niestety, nie znikły one wraz ze wschodem następnego dnia. Postanowiły zostać na dużo dłużej. Nie mogłam sobie z tym początkowo poradzić, więc ludzie uznali mnie za dziwaka, a przyjaciele i chłopak odsunęli się ode mnie. W końcu nauczyłam się ignorować te odgłosy, lecz dziwakiem zostałam już nieodwołalnie.
                                                                      ****
Nawet nie zauważyłam, że podwinął mi się rękaw bluzy. Szybko go poprawiłam, zasłaniając blizny po żyletce. I szybko spojrzałam na nieznajomego. Zrozumiałam, że JE zobaczył. Widziałam to w jego współczujących oczach. Usiłował zmusić mnie do powstrzymania kontaktu wzrokowego, ale szybko zasłoniłam twarz włosami. W tym momencie marzyłam o tym, alby jak najszybciej opuścić klasę.
-Pamiętajcie na za tydzień „Czarownice z Salem”!- zawołał do nas nauczyciel, kiedy po dzwonku opuszczaliśmy klasę.
Jako że Angielski był ostatnią lekcją, szybkim krokiem ruszyłam w stronę wyjścia. Widziałam jak Tyler rusza za mną, wiec przyśpieszyłam kroku. On też to zrobił, lecz zatrzymała go blondi. Nonszalancko oparła go o szafki i uwiesiła się na jego umięśnionych ramionach. Skręcając korytarzem dostrzegłam jego wzrok na sobie. A może tylko mi się wydawało? Chwile potem już zajmował się Madison, która widocznie była w siódmym niebie. Praktycznie biegiem dotarłam do swojej szafki i wyciągając jakieś książki odwróciłam się tyłek do ściany. W tym momencie zderzyłam się z moim byłym. Napięłam wszystkie mięśnie gotowa do starcia z tym olbrzymem. Te wielkie, przygarbione bary, niechlujne, wręcz tłuste blond włosy i zamglone piwne oczy. Co ja w nim widziałam? No tak, był kapitanem drużyny. Praktycznie zaśmiałam się z własnego debilizmu.
-Hej skarbie.- podszedł chwytając mnie za podbródek.
-Hej kocie..- sarkastycznie odwzajemniłam powitanie, przy okazji usiłując wyrwać się o 3razy większemu chłopakowi ode mnie. Uśmiechnął się tylko i sam jakby z odrazą mnie puścił.
-Jak tam dalej słyszysz głosy?
-Tak i wiesz co teraz robią? Zastanawiają się jak mogłam być z takim kretynem.- powiedziałam opanowana.
-Odszczekaj to.- warknął i podniósł pięść.
Zastanawiałam się czy byłby w stanie mnie uderzyć. Teraz naprawdę się przestraszyłam. Zamachnął się, a ja zamknęłam oczy gotowa na uderzenie. Usłyszałam głośny huk tuż nad moją głową i lekko podniosłam powieki. Chłopak oparty o zwiniętą dłoń ciężko dyszał. Przywalił w szafki. Z bólem w oczach odbił się od nich i obleciał spojrzeniem moje ciało.
-Zjeżdżaj stąd dziwaku.- wyszeptał.
Wydawało mi się, że na „dziwaku” lekko zadrżał mu głos. Nie zamierzałam narażać swojej twarzy na zmasakrowanie, wiec z niechęcią posłuchałam blondyna i szybko się ulotniłam.
Wracałam piechotą. Jak na jeden dzień to zbyt dużo razy ktoś zwrócił na mnie uwagę.  Simon. Imię, które kiedyś znaczyło dla mnie tak wiele. Jeszcze do niedawna na samą myśl o nim popadałam w dreszcze. A teraz budziło obrzydzenie. Simon był moim pierwszym chłopakiem. Przy nim poznawałam wszystko, co było dla mnie nowe. Pierwszy pocałunek, wagary, łyk alkoholu, raz… A teraz nie ma już nic. Lecz było widać że on też sobie nie radzi. Najprzystojniejszy chłopak w szkole, a teraz zaniedbany, ciągle z zamglonymi oczyma od piwa.. Ze złością wepchałam ręce do kieszeni bluzy i ruszyłam przed siebie. Było o wiele za wcześnie żeby wracać do domu, a z rodzicami też nie chciałam konfrontacji. Po twarzy pociekły mi łzy. Nawet nie wiem dlaczego. Ze złości? Bezradności? Tęsknoty za tamtym życiem? A może z tego wszystkiego jednocześnie. Ruszyłam biegiem, jak najszybciej chciałam dotrzeć na ulubione wzgórze.

Rozpostarłam ręce i pozwalając chłodnemu wiatru poplątać włosy, wykrzyczałam cały swój smutek. A potem z jedyną przyjaciółką jaka mi została, obserwowałam jak ciepła krew kropelkami spływa po mojej zmarzniętej dłoni. Zostawiając po sobie czerwony ślad i gęsią skórkę.   

                                                                         ***
 Woow sama nie wierzę, że tak dużo napisałam. Od razu informuje, nie zawsze tak będzie. Mama nadzieję że rozdział się spodoba. :) Jeżeli macie jakieś uwagi pisać! Jakieś propozycje zmiany pisać! 

Następny rozdział po przynajmniej 2 komentarzach. :)