sobota, 15 lutego 2014

Ja JE słysze



Do końca nie wiedziałam jak on to robi. Ale powoli z dna na dzień wyciągał mnie z mojego małego i ponurego światka. Zabierał do tego, którego pamiętałam jak przez mgłę. Aż zaczęłam wychodzić na prostą, lecz tylko wśród nieznajomych.
Był wyrozumiały. Zawsze wiedział kiedy o coś nie pytać. Kiedy zostawić jakiś temat w spokoju.
Oczywiście w szkole byliśmy tylko mijającymi się osobami, aczkolwiek zawsze czułam mrowienie na plecach, wiedząc że ma mnie na oku. Czasami robiło mi się smutno, że lata za nim prawie cała szkoła, podczas gdy ja powolnym krokiem ukryta w za dużych bluzach, usiłuję dotrzeć do danej klasy.
Wiedziałam że tak jest lepiej. Nie chciałam, by on tez miał zniszczone życie. Musiały mi wystarczać długie rozmowy po szkole. A co gorsza z każdą upływająca godziną, czułam że nie mogę bez niego funkcjonować. Przyciągał mnie jak magnes. Co mnie przerażało.
-No wsiadaj bo się spóźnimy!- usłyszałam, kiedy oparta o drzewo, pokrywałam swoją rękę czarnymi gwiazdkami.
Uśmiechnęłam się przy okazji chowając długopis do torby.
-Podobno to świetna komedia. Czytałem wczoraj recenzję. Super, ze to właśnie ją wybrałaś!- obdarzył mnie błyskiem białych zębów.
No tak. Musiałabym być naprawdę wredną osobą, gdybym nie wybrała tego filmu. Od kąt się dowiedziałeś kiedy jest premiera, chodziłeś tak podekscytowany, a mi to obojętne na co pójdziemy- chciałam powiedzieć.
-No widzisz, ja po prostu mam dobry gust.- rzekłam w zamian.
Sięgnęłam ręką do radia, on zrobiło to samo, co spowodowało że nasze ręce się musnęły.
-Ym, proszę.- odstąpił mi szybko cofając dłoń.
Zauważyłam to już wcześniej. Za każdym razem kiedy jakaś część mojego ciała musnęła jego, przechodził mnie dreszcz. Tak jakby poraził mnie prąd, i jeszcze mocniej odczuwałam to dziwne przyciąganie. Zastanawiałam się czy on też to czół…?

Wyszliśmy z kina. Przymulona ruszyłam na parking. Ten kto pisał recenzję musiał być…
nudny.
-TO. Był. Najgorszy. Film. Jaki. W. Życiu. Widziałem.- Tyler cedził każde słowo przez zaciśnięte żeby.
Miał rację.
-Następnym razem to JA wybieram.- spojrzał na mnie.
Wzruszyłam ramionami. „Oczywiście”- pomyślałam.
-Wiesz że dostałem się do drużyny?- pochwalił się kiedy odpalił samochód.
-Naprawdę?- oczywiście ciało miał wręcz stworzone do sportów, lecz nie sądziłam że jakiś uprawia.
-No tak! Ale fajnie nie? Będziesz mnie mogła oglądać!- puścił do mnie oczko.
-Taa.., bardzo fajnie.- uśmiechnęłam się.
O nie, jeżeli na prawe będzie chciał abym przychodziła go oglądać, będę narażona na Simona.
I na grupkę Madison. Która kiedyś była moją paczką. Westchnęłam.

Coś uderzyło w szyby mojego pokoju. Zerwałam się z łóżka, przy okazji rozlewając sok.  Ponowne stukniecie. Chwyciłam parasol, zastanawiając się czy taka obrona coś da i otworzyłam okno. Z głośnym hukiem jakiś człowiek wtoczył się do pomieszczenia. Serce podeszło mi do gardła. Wycofując się trochę złapałam telefon i wysuwając przed siebie parasolkę, zaczęłam wbijać numer policji. Najwyraźniej intruz uznał ją za coś dzięki czemu może wstać. Z jękiem się podniósł i zapalił światło. W momencie kiedy zobaczyłam twarz stojącego przede mną człowieka, telefon wypadł mi z ręki, a strach przemienił się w zdziwienie.
-Co ty tutaj robisz Simon?- zapytałam niepewnie.
-No hej skarbie.- wyraźnie było od niego czuć alkohol.
-Jesteś pijany.- stwierdziłam i opuściłam, cały czas dzielącą nas, parasolkę.
Usiadł w fotelu.
-E tam, może tylko 2 piwa.. Nic więcej.
Cały czas go obserwując usadowiłam sę na łóżku.
-Dawno mnie tutaj nie było. Zmieniłaś wystrój? Gdzie są moje ulubione pompony?- rozglądał się w około.
Zdenerwowało mnie to.
-Jeżeli jesteś tu tylko po to by komentować mój pokój, to możesz już iść.- wskazałam okno.
-Nie! Dzwoniłem. Dużo razy dzwoniłem. Nie odbierałaś.- popatrzył na mnie z wyrzutem.
-Hm.. może to dlatego że zmieniłam numer?
-I mi go nie podałaś?!- oburzył się.
-Jakbyś nie pamiętał to od jakiegoś czasu jesteśmy wrogami.- o nie po co zaczynałam.
-Tęsknię.- zasmucił się.
Otworzyłam szeroko oczy.” Tęsknię”?!
-Jesteś pijany. Lepiej już idź. – kolejny raz wskazałam ręką okno.
-Nie wyjdę, dopóki nie porozmawiamy.
-Nie mam ochoty rozmawiać!- praktycznie krzyczałam.
Siłą podniosłam chłopaka, ku mojemu zdziwieniu nie opierał się.
Stał już za oknem. Patrzył na mnie smutnymi i mokrymi oczami.
-Ja JE słyszę Eiro. Ja JE słyszę.- wyszeptał i zniknął.  

Siódemko gdzie jesteś?
Siedziałam na trybunach i obserwowałam trening futbolu. Tyler, ku mojemu zdziwieniu, radził sobie znakomicie! Lecz w tym momencie bardziej obchodził mnie lider tej bandy, którego nigdzie nie mogłam znaleźć.
W końcu! Pojawił się. Co było do niego naprawdę niepodobne, trzymał się na uboczu. Nie wchodził nikomu w drogę, unikał starcia się w bijatyce o piłkę. Wyglądał na speszonego, rozproszonego. Co chwilę jego rozbiegany wzrok zatrzymywał się na mnie.
A jeżeli mówił prawdę? NIE! Już ustaliłam, był spity i zachciało mu się ze mnie pożartować. Koniec kropka! A co jeżeli…?- w mojej głowie krążyło tysiąc myśli.- I co z tego? Czy on mi pomógł, kiedy go potrzebowałam? NIE. Sama musiałam sobie poradzić. A on dodatkowo spieprzył mi życie.
Nagle Tyler, usiłując złapać piłę, zderzył się z Simonem.
Obydwoje zamarli. Blondyn patrzył na bruneta wielkimi jak krążki oczyma, a jego ręka powędrowała tak, jakby chciał dotknąć stojącego obok chłopaka. Ten jednak mu na to nie pozwolił. Obserwował go uważnie ze zmarszczonymi brwiami. Nagle wpadła na nich reszta drużyny i pociągnęła za sobą.
To wszystko trwało zaledwie sekundę. Lecz dla mnie, i zapewne pozostałej dwójki była to wieczność.
Otrząsnęłam się z tego dziwnego zdarzenia i zaczęłam bazgrolić po zeszycie.
-Powiedzcie B!- spadłam z plastikowego stołeczka.
-Powiedzcie E!- podniosłam się.
-Powiedzcie A!- spojrzałam na boisko.
-Powiedzcie R!- różowe pompony poleciały w górę.

Nawet nie zauważyłam kiedy skończył się trening chłopców, a ich miejsce zajęły cheerleaderki.
-Powiedzcie S!- wymachiwały pomponami, ćwicząc swój układ.
-Powiedzcie BEARS!- Madison wskoczyła na wierzchołek utworzonej przez dziewczyny piramidki. Odbiła się, wykonując przy tym nienaganne salto w tył, i wylądowała w szpagacie na trawie.
Skrzywiłam się. Tan skok zawsze był najcięższy do wykonania. A w najlepszym wypadku kończył się lekkim bólem. Choć widać było po jej wyrazie twarzy, że ten do takich nie należał. Zaciekawiona obserwowałam dalej. Po pewnym czasie zorientowałam się że dziewczyny ćwiczą Mój układ. Nie licząc tego że pozamieniały miejscami figury, to nadal był Mój układ. Prychnęłam. Najwidoczniej Madison przejmując moje miejsce, nie postarała się o zmianę występów.
-Buu!- wymruczał mi męski głos do ucha, przy okazji „ktoś” zakrył mi oczy.- Zgadnij kto to?
Uśmiechnęłam się ściągając ciepłe dłonie z moich powiek i oparłam się o chłopaka.
-I jak, nadaję się do drużyny?- Tyler usiłował zachowywać się normalnie, lecz gdy spojrzałam w jego oczy, wyraźnie zauważyłam że coś go gryzie.
-Coś nie tak?
-Niee, dlaczego pytasz?- pokręcił przecząco głową. Jak na mój gust zbyt energicznie.
Okej, spróbujmy inaczej.
-Co to było? To na boisku. – nie zrozumiał.- Z Simonem.
-Nie wiem o czym mówisz.- znowu zaczął się bronić.
Przewróciłam oczami, poddając się. Jego wzrok skakał po mojej twarzy. Przymrużyłam oczy, zaciekawiona tym, co mu chodzi po głowie. Zaczerpnął powietrza.
-Jestem taki jak ty.- nie zrozumiałam- Wiem dlaczego uważają cię za nienormalną.
Skurczyłam się w sobie, czekając na cios.
-Ja też słyszę głosy Eiro.
Czekałam czy coś doda, a może zniknie tak jak Simon.
Czy oni wszyscy sobie obrali za główny cel wyśmianie mnie?!
-Nie wierzysz mi.- westchnął chłopak.
Pokiwałam twierdząco głowa. Zapadła cisza, podczas której brunet po raz kolejny studiował moją twarz. Nagle poderwał się z stołeczka, ciągnąc mnie za rękę. Przestraszyłam się. Wyglądał na zdenerwowanego i zdeterminowanego. Mruczał coś pod nosem. Usiłowałam się wydostać z jego uścisku. Nic z tego.
Wyprowadził mnie do małego parku za szkołą. Gdy uznał że znajdujemy się wystarczająco daleko od szkolnego gmachu puścił mnie i upadł na ziemię.
-Zaczynam się ciebie bać.- szepnęłam masując zdrętwiałą dłoń.
-Przepraszam.- spojrzał na mnie już opanowany.- Gdybym nie zaciągnął cię siła, nie przyszłabyś a muszę ci coś udowodnić.
Kiwnęłam głową.
-Co chcesz mi udowodnić.
-Wybierz coś.- ignorując moje pytanie, wskazał na zieleń wokół nas.- A powiem ci, to co usłyszę.
Prychnęłam.
-Co mi po tym, jeżeli nie mogę cię sprawdzić? Ja NIC nie słyszę.
-Bo nauczyłaś się JE wyłączać. – uśmiechnął się do mnie ciepło i wyszeptał coś, co najwyraźniej nie było skierowane dla mnie.
Nagle wszystko wróciło. Niespodziewana fala głosów spowodowało, że musiałam oprzeć się o drzewo. Łzy podeszły mi do oczu. Tak długo usiłowałam to stłumić, aż w końcu się udało. A teraz dzięki jakimś szeptom To wróciło.
-Jak ty to…- nie dokończyłam.
-O tym później- machnął ręką.- Wybierz coś.
Podeszłam do chłopaka, odsuwając go. Zobaczyłam jak trawa na której przed sekundą stał, zaczyna się prostować. Wskazałam na pojedyncze źdźbło trawy.
-Co ono teraz mówi?
-Wygraża mi. Krzyczy, jaki to jestem niedelikatny i… ciężki…- spojrzał na nie z urazą.
Zaśmiałam się. Miał rację. Wysoki, krzykliwy głosik rzucał same przekleństwa skierowane pod adresem Tylera. Chciałam go jeszcze sprawdzić.
-A to?- podeszłam do pnia drzewa i wskazałam palcem o które ździebełko mi chodzi.
-Śpiewa…- usiadł rozkoszując się jego głosem.- To bardzo smutna piosenka. Wspomina o tym jak im się żyło, zanim osiedlili się tutaj ludzie.
Usiadłam obok niego i zamknęłam oczy. Dyskretnie chwyciłam go za rąbek koszuli, chcąc się upewnić że nigdzie nie zniknie. Byłam w  szczęśliwym szoku. W końcu pojawił się ktoś, taki jak ja. W końcu wyjaśni mi, co się ze mną stało. W tym momencie nie ważne było Jak stał się taki jak ja. Ważne że Był.
Cichutki głosik opowiadał nam o pradawnym świecie i o zasadach w nim panujących. To był piękny świat.
Chłopak odczepił moją dłoń od swojego ubrania i splótł ją ze swoją. Mocno zaciskając na niej palce.
Po raz pierwszy od dawna, poczułam że może wszystko będzie dobrze. 

                                                                    ***
I jest rozdział! Jeżeli mam być szczera nie jestem zbyt z niego zadowolona. Taki dziwny... Niektóre momenty mi tutaj nie pasują, lecz bez nich mogłoby nie być całości..
Mam jednak nadzieję że docenicie moje starania i pod postem ukażą się chociaż te (standardowe) 2komentarze ;) Choć jeżeli będzie ich więcej.. nikt się nie pogniewa ;)


sobota, 1 lutego 2014

Jesteś świrnięta



Nawet nie wiem dlaczego trafiłam do baru. Nigdy zaalkoholem nie przepadałam, a w tym momencie w mojej głowie był jeden cel: opić się.
Oparłam się o blat, zastanawiając się co zamówić.
-Hej maleńka. Postawić ci drinka?- wyszeptał mi męski głos do ucha.
Obróciłam się aby być do nieznajomego przodem. Miał około 30 lat, a ubrany było dość elegancko. Uśmiechnęłam się najbardziej uwodzicielsko jak potrafiłam. Dlaczego nie miałabym się opić na czyjś koszt?
-Jack Daniels z colą, proszę.- rzuciłam spojrzeniem na barmana.
-Jak masz na imię?- facet ponownie mnie zagadał bawiąc się moimi włosami.
Zmieszało mnie to, i najchętniej odtrąciłabym jego rękę, lecz dzięki niemu miałam darmowe promile.
-Eiro.
-Pięknie.. O! Mój ulubiony kawałek, choć zatańczymy.- pociągnął mnie w stronę parkietu.
Przelotnie chwyciłam swoje zamówienie i chwilę potem tańczyłam z nieznajomym.
Usiłowałam stłumić przeczucie, że źle robię, wlewając w siebie jeszcze więcej alkoholu i nie zbyt grzecznie tańcząc z poznanym mężczyzną.  Lecz gdy tylko dopadał mnie strach, zalewałam go kolejnym i kolejnym zamówieniem.
W końcu nie liczyło się nic, by pić jeszcze więcej i ocierać się o faceta który fundował moje zachcianki. Kręciło mi się w głowie i chciało wymiotować. Obijałam się o różnych ludzi, nie do końca wiedząc co robię. Moja podświadomość usiłowała jeszcze walczyć, lecz ciało robiło już zupełnie coś innego.
-Choć zaprowadzę cię do domu mała.- wykrzyczano mi do ucha, kiedy przylepiłam się od kolejnej osoby.
Ciągnąc za ramie, szybko wyprowadzona mnie z baru. Niewiedzą czemu, ta sytuacja bardzo mnie bawiła, a ucisk na ręce łaskotał.
Szłam parkiem chyba coś śpiewając? A może bełkocząc? Nie byłam w stanie zrozumieć słów, które same wydobywały się z moich ust. Nagle poczułam czyjaś rękę na udzie. Z uśmiechem, przesunęłam tą dłoń wyżej.
-Czas zapłacić za tą zabawę, co? – poczułam czyjeś usta na szyi.
W tym momencie oprzytomniałam. Zaczęły wracać kontury. Stałam w jakiś krzakach, przyparta do drzewa przez mężczyznę który zaproponował mi drinki. Nie wiedziałam o co mu chodzi, lecz ta pozycja stanowczo mi nie pasowała. Usiłowałam się wyrwać.
-Oj piękna, w klubie byłaś coś bardziej chętna.
Jęknęłam kiedy po kolejnej nieudanej próbie wyrwania się mocno ścisnął moje ręce, dodatkowo unieruchamiając mnie jeszcze kolanem.
-Chodzi ci o pieniądze? Mogę ci oddać. – wychrypiałam.
-Nie chcę pieniędzy.- bawił się moimi włosami, zjeżdżając do twarzy i lekko ją połaskotał.
Odwróciłam głowę w inną stronę.
-To czego?
-Ciebie.- z znienacka mnie pocałował.
Stał się jeszcze bardziej nachalny. Cały czas zawzięcie z nim walczyłam i krzyczałam o pomoc. Nikt nie słyszał. Byłam za słaba. Dobrze o tym wiedziałam. Powinnam przestać i zachować siły na później, na ucieczkę gdy już będzie po wszystkim. Zamknęłam oczy. Czekałam na to co zdarzy się za chwilę.
Nagle usłyszałam jakieś odgłosy.. bójki..?
Chwilę minęło zanim do mojego mózgu dotarło że nic mnie już nie trzyma i że mogę uciekać. Lecz stałam jak sparaliżowana wpatrzona w mojego wybawcę. Powinnam się cieszyć prawda? Byłam wciekła. Widziałam jak TEN facet wstaje i ucieka. A „bohater” podchodzi do mnie.
-Wszystko dobrze Eiro?
-Co ty tu do cholery robisz Tyler?! Śledzisz mnie?- palnęłam bez namysłu.
Nie odpowiedział.
-Przepraszam. –wyjąkałam, powstrzymując się od wybuchu płaczu i osunęłam się na chłopaka.
-Chodźmy stąd.- rzekł, prowadzać mnie do swojego samochodu.- Wszystko dobrze?- zapytał kiedy zwinęłam się na fotelu pasażera.
Pokiwałam głową. Nagle mnie zemdliło.  Szybko wysiadłam z samochodu i zwymiotowałam do jakiegoś kosza.
-Będziesz miała niezłego kaca.- stwierdził fakt brunet.
-Nie chce wracać do domu.- puściłam jego uwagę mimo uszu, i zamknęłam oczy.
                                                                        ***
Lekko uchyliłam jedna powiekę, było ciemno. Powoli uniosłam też drugą. Poczekałam aż moje oczy przyzwyczają się do ciemności i usiłowałam sobie przypomną co się wczoraj stało. Byłam nie u siebie. Szybko przeszukiwałam wspomnienia, lecz tego pokoju nie mogłam sobie przypomnieć. Nagle ktoś rozsuną zasłony, a do pokoju wpadło słońce. Zasłaniając się ręką, jęknęłam cicho.
-Dzień dobry śpiąca królewno.- przywitał mnie miękko męski głos. Rozpoznałam go.
-Tyler? Gdzie ja jestem?- podniosłam się z kanapy.- O boże moja głowa.
-U mnie. Uparłaś się że nie chcesz wracać do domu, więc przywiozłem cię tutaj. „O boże moja głowa” no nie dziwię się. Nieźle zabalowałaś.
Puściłam to mimo uszu. Spojrzałam na jego twarz, miał wielką śliwę.
-Co ci się stało?
-Nic nie pamiętasz? Uratowałem cię wczoraj.- dumnie wyprężył pierś.
Dom, bar, facet, park, samochód. Teraz wszystko do mnie dotarło. Zarumieniłam się.
-Błagam.. Nie mów nic w szkole. Proszę. Zrobię wszystko co chcesz….- gdyby ktoś się o tym dowiedział, już do końca nie miałabym życia.
Opadł koło mnie na kanapę i pociągnął za rękę, więc zrobiłam to samo.
-Wszystko?
-Wszystko!
-Co spowodowało że się tak opiłaś? Przecież nie znosisz alkoholu.
-Zaraz, zaraz skąd wiesz że nie znoszę?- zaczynał mnie przerażać.
-Nie odpowiedziałaś na pytanie.
-Ty na moje też.
Zignorował to.
-Albo mi powiesz albo wszyscy się dowiedzą jaką masz słabiutką główkę.- pogroził mi palcem.
Westchnęłam.
-Sama nie wiem.- odparłam szczerze.- Chciałam zapomnieć o sytuacji która miała wczoraj miejsce. A nogi same zaniosły mnie do baru.
- O naszym spotkaniu?- zaśmiał się pod nosem.
-Niee.., o czymś jeszcze gorszym.
-No dzięki.- zakończył temat.
Chyba ma jakiś dar, wie kiedy pozostawić coś bez wyjaśnień, choć widać po zaciśniętych wargach że ciekawość zżera go od środka.
-Bardzo cię boli?- wskazałam na jego opuchnięte oko.
-Nie jest tak źle. – uśmiechnął się miło.- Choć mogłoby być lepiej. Przyniesiesz lód? Powinien być w zamrażarce.
Posłusznie wstałam i ruszyłam do kuchni. Ah te mieszkania, wszystkie takie same, różniące się tylko wystrojem. Bez problemu, więc dotarłam do celu mojej „wyprawy”. Wyjęłam sporo kostek lodu i zawinęłam w jakąś szmateczkę.
-Zrobisz mi też kawę? Proszę. Jak chcesz sobie też zrób.- usłyszałam z salonu.
-OK.- odkrzyknęłam.
Chwilę potem siedziałam na kanapie popijając kawę i przytrzymując chłopakowi lód.
-Wykorzystujesz mnie.- rzekłam z lekki wyrzutem, a on uniósł pytająco brew.- Sam mógłbyś sobie to potrzymać.
-Oj no weź, krzywda ci się nie stanie. Poza tym to ty ukrywasz się u mnie, z resztą nie mam pojęcia dlaczego i uratowałem cię wczoraj.
-Już ci podziękowałam co mogę jeszcze zrobić?- prychnęłam sfrustrowana.
Wyszczerzył się tak bardzo, że gdybym tego nie widziała, nie uwierzyłabym że ktoś tak potrafi. Wskazał swój policzek.
-Tutaj.- postukał się palcem.
Przewróciłam oczami i pocałowałam go we wskazane miejsce.
-Ah od razu mi lepiej. – osunął się niżej na poduszkach.
Zaśmiałam się.
-Dziwny jesteś.
-Ty też. Czy ja ci to wypominam?- udał smutnego.
Uśmiechnęłam się.
-Ja naprawdę jestem dziwna.
-Wiem.- szepnął i zabawnie poruszył brwiami. –Jesteś świrnięta, ale mi to nie przeszkadza. Jesteś inna, wyjątkowa.
-Myliłam się co do ciebie. Jednak może nie jesteś taki zły.-przyznałam się.
-Wiedziałem.- pokazał mi język,
Walnęłam go poduszką, a on zasłonił się ręką.
-Ej! Ja tu jestem poszkodowany. Poszkodowanych się nie bije.
Dobrze że zmienił temat bo zaczęłam czuć się niekomfortowo.

                                                                              ***
No i kolejny rozdział za nami :) Podobało się ? Choć tak troszeczkę? Oh w końcu upragnione ferie. Lecz i tak w połowie zapewne będą spędzone na projektach ze szkoły. Ugh -.- Masakra. 
Chcecie kolejny rozdział? 2komentarze :) I tak nie oczekuje dużo, bo widząc po różnych blogach, żądają naprawdę duużo komentarzy. :))  Nie potrzebuje nic twórczego zwykłe przeczytałem/am! wystarczy. Dobra już koniec nie rozpisuje się. Do zobaczyska( mam nadzieję ) w następnym rozdziale! :)