Powolnym krokiem weszłam do sali, w której miał być
Angielski. Kierując się do ostatniej ławki, zasłoniłam twarz włosami.
-A ty gdzie! Wynocha stąd dziwaku!- poczułam szarpniecie za
plecy i poleciałam na najbliższą ławkę.- I tak powinno być.- zaśmiała się nade
mną wysoka i szczupła blondynka.
Szybko, nie robiąc z siebie większego pośmiewiska zajęłam
miejsce w pierwszym rzędzie.
Dziewczyna podeszła do mnie, wymierzając w moją twarz swoimi
czerwonawym pomponem cheerleaderki. Otworzyła usta jakby chciała coś jeszcze
dodać, lecz przeszkodził jej w tym nauczyciel. Odetchnęłam z ulga. Nie chciałam
mieć nic wspólnego z tą dziewczyną. Uważa się za najpiękniejszą w całej szkole.
A że nosi się w szczególnie wulgarny sposób, spojrzenia chłopaków, utwierdzają
ją o swojej „urodzie”.
-Moi drodzy!- pan Green uciszył klasę gestem ręki- Chciałbym
wam przedstawić nowego ucznia. Mam nadzieję że dobrze się nim zajmiecie.-
powiedział bez entuzjazmu i zaprosił nowego do Sali- przedstaw się.
-Cześć-nieznajomy uśmiechnął się szeroko- Nazywam się Tyler.
Mam nadzieje że się polubimy.- puścił oczko, a mi wydawało się jakby było
skierowane tylko dla mnie.
Szybko otrząsnęłam się z tego dziwnego uczucia.
-Oj nie masz się o co martwić na pewno się polubimy.- oho,
biedny chłopak już wpadł w oko Madison,
tej samej która przed chwilą urządziła mi scenę.
-Dobra, zajmuj miejsce i zaczynamy lekcję.- pospieszył go Green.
Uważnie przyglądałam się nowemu. Szybkim spojrzeniem
obrzucił salę i usiadł tuż obok mnie. Ciche śmiechy spowodowały że schowałam się
za włosami, i praktycznie widziałam jak w głowie każdego siedzącego w tym
pomieszczeniu pojawia się: „Poinformować nowego, żeby nie zadawał się z tym
dziwakiem”.
Siedziałam tak całą lekcję, czasami rzucając krótkie
spojrzenia w stronę chłopaka. Dziwnie się przy nim czułam. Ręce mi drżały jakby
chciały go dotknąć. Cały czas musiałam się powstrzymywać. „Nie ośmieszaj się
brzydalu, nawet o nim nie myśl bo potem będzie bolało, jeszcze bardziej niż
zwykle”- upominałam się w myślach i potarłam nadgarstki. Pojedyncza łza
spłynęła mi po brodzie, aż na zeszyt, zostawiając na nim małą mokrą plamkę. Tak
bardzo nienawidziłam siebie. A wszystko było by normalne, gdyby nie moje 16
urodziny. Miałabym przyjaciół. Pamiętam to uczucie, gdy z radością wychodziłam
do ludzi. Zresztą czemu miałabym nie pamiętać? Tak było jeszcze dwa miesiące
temu. Niesamowite prawda? Jak jedno wydarzenie może zmienić pełną radości
dziewczynę we wrak człowieka.
****
-Wszystkiego najlepszego kochana!
-Pieniędzy, sexu, picia i nie tycia!
-Byś dalej była tak zajebista jak jesteś teraz!
Znajomi składali mi życzenia i usiłowali zapalić świeczki na
torcie. Kiedy im się to udało, w pośpiechu je zdmuchnęłam.
-Wznoszę toast!- mój chłopak chwiejnym krokiem podszedł aby
mnie objąć. Był już nieźle spity, zresztą jak większość ludzi.- Za
najpiękniejszą dziewczynę na świecie!- i namiętnie mnie pocałował.
Wzięłam łyk załatwionego nielegalnie piwa. Zawsze mi nie
smakowało, no ale cóż w końcu to toast na moją cześć!
Wzięliśmy więcej butelek i poszliśmy do parku. Wszyscy pili,
a ja siedziałam oparta o drzewo i obserwowałam bawiących się ludzi. Nagle
usłyszałam jakiś głos. Coś lub ktoś szeptał. Niepewnie ruszyłam za tym
odgłosem, w głąb krzaków. Tam gdzie szept wydawał się najgłośniejszy, uklękłam
na trawie i wpatrzona w nią nie mogłam uwierzyć. „Powstań, żyj i rośnij”-
słyszałam w głowie. Jakby w przyśpieszonym tempie widziałam jak spod nieopodal
stojącej ławki kiełkuje mała trawka, a potem rośnie, aż nie osiągnie wzrostu
pozostałej zieleni. Zaskoczona odskoczyłam od tego miejsca. Czy łykiem alkoholu
można się opić? Nie, na pewno. A może to ze zmęczenia..? Może mózg płata mi
figle? Biegiem wróciłam od reszty znajomych. Usiłowałam im opowiedzieć o tym co
widziałam lecz nikt mi nie chciał uwierzyć. Uznałam że to były jakieś zwidy, i
do końca zabawy usiłowałam ignorować te ciche szepty.
Niestety, nie znikły one wraz ze wschodem następnego dnia.
Postanowiły zostać na dużo dłużej. Nie mogłam sobie z tym początkowo poradzić,
więc ludzie uznali mnie za dziwaka, a przyjaciele i chłopak odsunęli się ode
mnie. W końcu nauczyłam się ignorować te odgłosy, lecz dziwakiem zostałam już
nieodwołalnie.
****
Nawet nie zauważyłam, że podwinął mi się rękaw bluzy. Szybko
go poprawiłam, zasłaniając blizny po żyletce. I szybko spojrzałam na
nieznajomego. Zrozumiałam, że JE zobaczył. Widziałam to w jego współczujących
oczach. Usiłował zmusić mnie do powstrzymania kontaktu wzrokowego, ale szybko
zasłoniłam twarz włosami. W tym momencie marzyłam o tym, alby jak najszybciej
opuścić klasę.
-Pamiętajcie na za tydzień „Czarownice z Salem”!- zawołał do
nas nauczyciel, kiedy po dzwonku opuszczaliśmy klasę.
Jako że Angielski był ostatnią lekcją, szybkim krokiem
ruszyłam w stronę wyjścia. Widziałam jak Tyler rusza za mną, wiec
przyśpieszyłam kroku. On też to zrobił, lecz zatrzymała go blondi. Nonszalancko
oparła go o szafki i uwiesiła się na jego umięśnionych ramionach. Skręcając
korytarzem dostrzegłam jego wzrok na sobie. A może tylko mi się wydawało?
Chwile potem już zajmował się Madison, która widocznie była w siódmym niebie.
Praktycznie biegiem dotarłam do swojej szafki i wyciągając jakieś książki
odwróciłam się tyłek do ściany. W tym momencie zderzyłam się z moim byłym.
Napięłam wszystkie mięśnie gotowa do starcia z tym olbrzymem. Te wielkie,
przygarbione bary, niechlujne, wręcz tłuste blond włosy i zamglone piwne oczy.
Co ja w nim widziałam? No tak, był kapitanem drużyny. Praktycznie zaśmiałam się
z własnego debilizmu.
-Hej skarbie.- podszedł chwytając mnie za podbródek.
-Hej kocie..- sarkastycznie odwzajemniłam powitanie, przy
okazji usiłując wyrwać się o 3razy większemu chłopakowi ode mnie. Uśmiechnął
się tylko i sam jakby z odrazą mnie puścił.
-Jak tam dalej słyszysz głosy?
-Tak i wiesz co teraz robią? Zastanawiają się jak mogłam być
z takim kretynem.- powiedziałam opanowana.
-Odszczekaj to.- warknął i podniósł pięść.
Zastanawiałam się czy byłby w stanie mnie uderzyć. Teraz
naprawdę się przestraszyłam. Zamachnął się, a ja zamknęłam oczy gotowa na
uderzenie. Usłyszałam głośny huk tuż nad moją głową i lekko podniosłam powieki.
Chłopak oparty o zwiniętą dłoń ciężko dyszał. Przywalił w szafki. Z bólem w
oczach odbił się od nich i obleciał spojrzeniem moje ciało.
-Zjeżdżaj stąd dziwaku.- wyszeptał.
Wydawało mi się, że na „dziwaku” lekko zadrżał mu głos. Nie
zamierzałam narażać swojej twarzy na zmasakrowanie, wiec z niechęcią
posłuchałam blondyna i szybko się ulotniłam.
Wracałam piechotą. Jak na jeden dzień to zbyt dużo razy ktoś
zwrócił na mnie uwagę. Simon. Imię,
które kiedyś znaczyło dla mnie tak wiele. Jeszcze do niedawna na samą myśl o
nim popadałam w dreszcze. A teraz budziło obrzydzenie. Simon był moim pierwszym
chłopakiem. Przy nim poznawałam wszystko, co było dla mnie nowe. Pierwszy
pocałunek, wagary, łyk alkoholu, raz… A teraz nie ma już nic. Lecz było widać
że on też sobie nie radzi. Najprzystojniejszy chłopak w szkole, a teraz zaniedbany,
ciągle z zamglonymi oczyma od piwa.. Ze złością wepchałam ręce do kieszeni
bluzy i ruszyłam przed siebie. Było o wiele za wcześnie żeby wracać do domu, a
z rodzicami też nie chciałam konfrontacji. Po twarzy pociekły mi łzy. Nawet nie
wiem dlaczego. Ze złości? Bezradności? Tęsknoty za tamtym życiem? A może z tego
wszystkiego jednocześnie. Ruszyłam biegiem, jak najszybciej chciałam dotrzeć na
ulubione wzgórze.
Rozpostarłam ręce i pozwalając chłodnemu wiatru poplątać
włosy, wykrzyczałam cały swój smutek. A potem z jedyną przyjaciółką jaka mi
została, obserwowałam jak ciepła krew kropelkami spływa po mojej zmarzniętej
dłoni. Zostawiając po sobie czerwony ślad i gęsią skórkę.
***
Woow sama nie wierzę, że tak dużo napisałam. Od razu informuje, nie zawsze tak będzie. Mama nadzieję że rozdział się spodoba. :) Jeżeli macie jakieś uwagi pisać! Jakieś propozycje zmiany pisać!
Następny rozdział po przynajmniej 2 komentarzach. :)
Świetne nic nie zmieniaj.Idealne
OdpowiedzUsuńPiękne
OdpowiedzUsuńKiedy kolejny ? Szybko pisz
OdpowiedzUsuń